Największym wrogiem aktywności jest choroba…

…i niestety właśnie z nią walczę…

Mam do napisania zaległy post o sobotniej niespodziance dla M… ale niestety kompletnie nie mam sił… do tego jutro planowo mamy wyjechać na urlop, a tymczasem ja ledwo żyję. Siedzę dziś sama z Dzieciakami bo M wyjechał służbowo… i nawet nie mam sił pojechać po swoje ulubione pączki… na szczęście Babcia była tak kochana, że poszła i kupiła w najbliższym sklepie… Tak więc zaraz będę się wskrzeszać pyszną kawą i pączkiem 🙂 DSC_0849

A Wy? Jedliście już dziś pączki?

 

Reklamy

Warto mieć marzenia…

…i je spełniać!
Dziś spełniło się moje największe muzyczne marzenie… Byliśmy na koncercie Depeche Mode… udało się zostawić Dzieciaki i wybrać się w podróż do Łodzi… Właśnie wracamy… było fantastycznie… dawno nie czułam się tak odprężona i pozytywnie naładowana jak dziś… Polecam…

image

Szpital dla zabawek…

Mam ręce pełne roboty… jutro wydaję urodzinowy obiad dla Męża… będą Goście… więc musi być czysto…i ładnie…i SMACZNIE… więc się bardzo staram …

A w międzyczasie, jako że Starsza się niespodziewanie rozchorowała, pobawiłam się dziś w dr Dosię (Znacie „Szpital dla pluszaków” ?). Wprawdzie nie przemówiły do mnie, ale dzięki niezawodnym klejom, kilka zabawek zostało uratowanych…

A Starsza uszczęśliwiona… czasem trzeba się poświęcić 😉

Dr Dosia

Jutro trzymajcie za mnie kciuki… bo będą premierowe dania na obiad… i nie tylko… będzie relacja, jak tylko znajdę chwilkę 😉

 

Mój sałatkowy wkład w sobotnią imprezę…

Kolejny udany weekend za nami… było rodzinnie, wesoło, były spacery…i impreza u Niewrednej Teściowej 🙂

A ponieważ Niewredna Teściowa mieszka nad nami, naturalną rzeczą jest, że staram się zawsze pomóc 🙂

I jak zawsze stanęło na części warzywnej 🙂 A że ostatnio aparat leży w kuchni, to, przy okazji zrobiłam kilka zdjęć… nie pozostaje więc nic innego, jak dodać do nich przepisy…

Tak więc przedstawiam Wam moje trzy imprezowe (ale nie tylko) propozycje.

Pierwsza to super szybka, bardzo smaczna SAŁATKA Z CURRY. Robi się ją ekspresowo, wychodzi dokładnie jedna średnia salaterka, więc nie trzeba jej potem tydzień wykańczać 😉

Składniki:

  • 1 puszka kukurydzy
  • 1 torebka ryżu (polecam Uncle Ben’s długoziarnisty, bo jest zawsze sypki i naprawdę trzeba się postarać, żeby go rozgotować )
  • 1 puszka ananasa w plastrach
  • 1 czerwona papryka
  • pęczek koperku
  • 2-3 ząbki czosnku (jak kto lubi)
  • przyprawa curry
  • majonez
  • sól
  • opcjonalnie można dodać grillowanego kurczaka, ja zazwyczaj robię bez.

 

Ryż ugotować, skroić paprykę, ananasa i koperek, wrzucić do miski z ryżem i kukurydzą, wcisnąć czosnek, dodać trochę soli, majonez i przyprawę curry (raczej nie żałować), wymieszać….i gotowe 🙂

na bloga1

Druga moja propozycja to SURÓWKA Z RUKOLĄ, sprawdza się na imprezach, ale też idealnie pasuje do obiadu. To jest raczej moja propozycja, niż konkretny przepis. Surówka ta smaczna jest w wielu różnych opcjach, więc podam składniki, jakie dałam tym razem oraz zamienniki, jakie często stosuję 🙂

Składniki:

  • rukola i sałata lodowa (proporcje dowolne, jak kto lubi, im więcej rukoli tym mocniejszy smak, ja daję lodową gdy robię surówkę dla dużej ilości osób również po to by było jej więcej, poza tym lodowa jest twardsza, więc surówka nie opada tak szybko, ja zawsze dodaję choć trochę, ale np. moja Mama raczej wcale)
  • pomidorki suszone (lub koktajlowe; suszone mają mocniejszy smak)
  • kilka plastrów szynki włoskiej (idealnie też nadaje się każda wędzona, długo dojrzewająca szynka, najprostsza jaką daję to schwarzwaldzka z Biedronki)
  • czerwona cebula (może być zwykła, ale czerwona ma łagodniejszy smak, a i kolorystycznie fajniej wygląda)
  • nasiona dyni (lub słonecznika)
  • sos winegret (i tu ja LEŃ, niestety nie umiem zrobić idealnego DLA MNIE sosu, więc podpieram się idealnie mi pasującymi sosami w torebce Knorr – w tym przypadku użyłam podwójnej porcji sosu greckiego – z tą różnicą, że zamiast podanego na torebce oleju dodaję oliwę z oliwek)

 

Nasiona uprażyć na suchej patelni. W międzyczasie do dużej miski wrzucić grubo pokrojoną sałatę lodową, delikatnie pokrojoną rukolę (można nie kroić, ale rukola ma czasami bardzo długie liście, i wtedy się „ciągnie” jak makaron), kroimy cebulę w piórka, pomidory suszone i szynkę w paseczki. Wszystko delikatnie wymieszać. Na wierzch wsypać uprażone nasiona i polać przygotowanym wcześniej, schłodzonym sosem. Delikatnie wymieszać lub po prostu potrząsnąć miską, żeby sos spłynął głębiej… Ważne, aby sos dodać tuż przed podaniem, gdyż później surówka szybko opada…na szczęście zazwyczaj szybko znika 😉

na bloga2

No i trzecia z moich sobotnich surówek – banalna, ale bardzo smaczna – POMIDORKI Z MOZZARELLĄ I BAZYLIĄ. Tym razem wersja koktajlowa, czyli…

Składniki:

  • mozzarella kulki
  • pomidorki koktajlowe czerwone i żółte – nie wiem czy wiecie, ale te żółte są smaczniejsze i zimą jako jedyne przypominają w smaku prawdziwe LETNIE pomidory…
  • świeża bazylia
  • oliwa z oliwek + oliwa z suszonych pomidorów

Pomidorki i mozzarellę przekroić na połówki, posypać porwaną/pokrojoną/w całych liściach bazylią i pokropić oliwą z oliwek. Ja dodałam tym razem jeszcze trochę oliwy z pomidorków suszonych…i naprawdę fajny smak wyszedł :)Przygotowanie banalnie proste i szybkie…a prezentuje się i smakuje super… Pamiętajcie, żeby nie solić…lepiej niech każdy zrobi to na własnym talerzu, gdyż gdy posolimy całą surówkę, puści dużo soku…

DSC_0629

Tak to wyglądało u mnie w sobotę… a Wy? Jakie macie niezawodne pomysły na imprezę?

 

By gotowanie miało sens…czyli o przyprawach, których u mnie nie może zabraknąć…

Oj dzieje się u mnie dzieje… stworzenie bloga naprawdę zmotywowało mnie do działania… do tego stopnia, że nie mam czasu pisać 😉

Kartony się zapełniają, rzeczy ubywają… a że pogoda coraz lepsza, to spacerujemy z Młodszym ile się da…

Sporo czasu spędzam też w kuchni… szukam nowych pomysłów, by gotować kreatywnie, ale jak najbardziej dietetycznie…

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie przyprawy i ostatnio spotkały mnie dwie przykre sytuacje, gdy słoiczek w kluczowym momencie okazał się PUSTY…

I tak robiąc listę przypraw, które muszę dokupić, pomyślałam, że opowiem Wam trochę o swoich kuchennych niezbędnikach… Ponieważ jest ich bardzo dużo…będę opowiadać stopniowo o różnych dodatkach 🙂

Zacznę od PIEPRZU CZARNEGO, koniecznie ziarnistego w młynku do mielenia. Taki jest dużo bardziej aromatyczny i bardziej wyrazisty. Wiem, że są osoby, które nie znoszą pieprzu…ja zdecydowanie do nich nie należę… Nie wyobrażam sobie kanapek z pomidorem bez niego. Inni ucierają na makaron z sosem pomidorowym ser…a ja mielę pieprz 🙂 Uwielbiam używać go do wieprzowiny i jajek na twardo… Do zup, twarożku…naprawdę gdzie się da… ale NIE WSZĘDZIE… gdzie nie? A np. do jajek na miękko lub jajecznicy ze szczypiorkiem… Rzadko stosuję do drobiu i kuchni chińskiej…

Niemniej bez czarnego pieprzu nie wyobrażam sobie kuchni… A ostatnio okazało się, że jest on składnikiem jednej z najbardziej niesamowitych mieszanek przypraw, jakie ostatnio miałam okazję używać, czyli PIEPRZU CYTRYNOWEGO. Ja nie wiem, jak ja mogłam żyć bez tej przyprawy… A poznałam ją dzięki diecie, jaką stosowałam… pojawił się w przepisie, więc kupiłam, użyłam… i się ZAKOCHAŁAM…. Jest po prostu idealny do ryb, szczególnie łososia…  A kilka dni temu przekonałam się, że świetnie nadaje się też do kurczaka, polecam Wam ten przepis. Na pewno chętnie będę testować potrawy, w których pojawi się ten pieprz, gdyż zapach jaki unosi się w mieszkaniu, gdy gotujemy z jego użyciem powoduje u mnie ślinotok… Gorąco polecam 🙂

DSC_0566

Są takie dwie przyprawy, które zawsze używam w duecie… Myślę, że nie jestem w tym odosobniona…Mowa oczywiście o LIŚCIU LAUROWYM i ZIELU ANGIELSKIM. Niby niepozorne, raczej niejadalne… Ale biada o nich zapomnieć… A zdarzało mi się to kilkakrotnie na początkach swojej kulinarnej przygody…Rosół, krupnik, bigos, dorsz po grecku…to pierwsze co przychodzi mi na myśl patrząc na te dwie przyprawy… Generalnie lądują w większości wywarów…a i niezbędne są do, ulubionych przez Starszą, pulpecików w sosie koperkowym… I coś w tym jest, że kojarzą mi się ze smakiem z dzieciństwa… bo kiedyś nie było zbyt wielu przypraw w kuchni, ale te dwie były obowiązkowo… i tak też jest w mojej kuchni 🙂

DSC_0592

No i się Młodszy obudził… więc cóż mogę powiedzieć… ciąg dalszy wkrótce 😉

Weekend spotkań towarzyskich :)

Gdy stajemy się rodzicami zmienia się całe nasze życie… Największa zmiana następuje początkowo w życiu towarzyskim… I to jest całkowicie naturalne, gdyż wiadomo, że  mama potrzebuje dużo spokoju, by dojść do siebie, a cała rodzinka musi przyzwyczaić się do nowej sytuacji…

Ale później…to już tylko od nas zależy, czy się zamkniemy w czterech ścianach i będziemy pielęgnować izolację…czy zaczniemy starać się żyć jak dawniej 😉

Ja zdecydowanie wybieram opcję drugą… I pomimo, że mi, jako rodzicowi dwójki dzieci, czas leci 2 x szybciej… to szukam każdej możliwości, by móc spotkać się ze znajomymi…

Ten weekend pokazał mi, że

  • posiadanie dzieci nic nie zmienia w relacjach z Fajnymi Ludźmi,
  • Starsza im jest starsza, tym lepiej się dogaduje się z innymi dziećmi,
  • Młodszy jest bardzo towarzyski i wyluzowany…choć niektóre Ciocie robią na Nim hipnotyzujące wrażenie 😉
  • Młodszy uwielbia cekiny…
  • Młodszy dobrze śpi poza domem,
  • spontaniczne spacery są najfajniejsze,
  • spotkania w sprawdzonym składzie, nawet gdy są bardzo rzadkie, gwarantują świetny humor od początku do końca,
  • a Faceci lubią zabawki…DSC_0521

 

Pamiętajcie o swoich Znajomych i Przyjaciołach…i jeśli z kimś się dawno nie widzieliście, koniecznie się umówcie…

Ja kończę weekend bardzo zrelaksowana…dziękuję wszystkim, których miałam okazję zobaczyć…a tych, których nie widziałam pozdrawiam, mając nadzieję, że niebawem się spotkamy 😉

 

 

Zmiany w domu bez remontu ;)

To był naprawdę AKTYWNY dzień!!!

A się nie zanosiło…

Rano ledwo żyłam po nocnych czatach przy łóżku Starszej, która zaserwowała mi pół nocy z praniem, myciem i pilnowaniem z miską by już nic więcej nie zostało zapaćkane…czyli krótko mówiąc…grypa żołądkowa…albo zatrucie…albo rotawirus…jak zwał, tak zwał…fajnie NIE było…

Tak więc od rana czułam, że cały mój plan wielkich zmian w domu znów zostanie odłożony…ale… Dzieci moje są kochane, więc dały mi odespać w dzień nieco nocy…tak, że po południu zabrałam się do prac…

A prac było sporo…gdyż jakiś tydzień temu naszło mnie na ZMIANY!

Tak to już ze mną jest, że rzeczy często zmieniają swoje miejsca…szukam zawsze najbardziej podręcznego i praktycznego rozwiązania dla każdej pierdoły… I tak, jakiś tydzień temu wzięłam centymetr w dłoń i zaczęłam mierzyć, kombinować…dumać…i wymyśliłam PRZEMEBLOWANIE w naszym rodzinnym (czyli:gościnnym, dziennym, telewizyjnym) pokoju 🙂
Opisałam wszystko mojemu M, On przyjął pomysł z aprobatą i dziś doszło do realizacji 🙂 Zdjęć nie robiłam…choć mogłam uwiecznić tą tonę kurzu za nietykalną od 5 lat wielką serwantką…ale najważniejsze jest to, że korzystając z okazji pomyłam kilka mocno zakurzonych kątów; uzyskałam większą przestrzeń, Dzieci nie będą się już potykały o kable na środku pokoju; Młodszy będzie miał swój kąt do zabawy w bezpieczniejszym miejscu i jest więcej miejsca na przyjmowanie gości.

Ja natomiast mogę się zabrać za dalszy etap planowanych zmian…w czym bardzo pomogą mi…kartony…
DSC_0323

Jest ich OSIEM…są puste…a za kilka dni mają być pełne i zniknąć …w piwnicy lub poza domem 🙂

Bo przyznam szczerze, że mam DOŚĆ!!! Niebawem minie 5 lat odkąd mieszkam z M w tym naszym gniazdku…szafy wypchane są po brzegi…połowa rzeczy zalega nie używana…a ja nie mam gdzie wkładać np. ciuchów dla Dzieci…

Mieszkanko nasze dostaliśmy pełne rzeczy, które miały się nam przydać…

…ale niestety się nie przydały. Więc czas odświeżyć wszystkie kąty, spakować sentymenty i zrobić miejsce na…resztę naszego życia 😉

Dam znać jak mi poszło…