Zmiany w domu bez remontu ;)

To był naprawdę AKTYWNY dzień!!!

A się nie zanosiło…

Rano ledwo żyłam po nocnych czatach przy łóżku Starszej, która zaserwowała mi pół nocy z praniem, myciem i pilnowaniem z miską by już nic więcej nie zostało zapaćkane…czyli krótko mówiąc…grypa żołądkowa…albo zatrucie…albo rotawirus…jak zwał, tak zwał…fajnie NIE było…

Tak więc od rana czułam, że cały mój plan wielkich zmian w domu znów zostanie odłożony…ale… Dzieci moje są kochane, więc dały mi odespać w dzień nieco nocy…tak, że po południu zabrałam się do prac…

A prac było sporo…gdyż jakiś tydzień temu naszło mnie na ZMIANY!

Tak to już ze mną jest, że rzeczy często zmieniają swoje miejsca…szukam zawsze najbardziej podręcznego i praktycznego rozwiązania dla każdej pierdoły… I tak, jakiś tydzień temu wzięłam centymetr w dłoń i zaczęłam mierzyć, kombinować…dumać…i wymyśliłam PRZEMEBLOWANIE w naszym rodzinnym (czyli:gościnnym, dziennym, telewizyjnym) pokoju 🙂
Opisałam wszystko mojemu M, On przyjął pomysł z aprobatą i dziś doszło do realizacji 🙂 Zdjęć nie robiłam…choć mogłam uwiecznić tą tonę kurzu za nietykalną od 5 lat wielką serwantką…ale najważniejsze jest to, że korzystając z okazji pomyłam kilka mocno zakurzonych kątów; uzyskałam większą przestrzeń, Dzieci nie będą się już potykały o kable na środku pokoju; Młodszy będzie miał swój kąt do zabawy w bezpieczniejszym miejscu i jest więcej miejsca na przyjmowanie gości.

Ja natomiast mogę się zabrać za dalszy etap planowanych zmian…w czym bardzo pomogą mi…kartony…
DSC_0323

Jest ich OSIEM…są puste…a za kilka dni mają być pełne i zniknąć …w piwnicy lub poza domem 🙂

Bo przyznam szczerze, że mam DOŚĆ!!! Niebawem minie 5 lat odkąd mieszkam z M w tym naszym gniazdku…szafy wypchane są po brzegi…połowa rzeczy zalega nie używana…a ja nie mam gdzie wkładać np. ciuchów dla Dzieci…

Mieszkanko nasze dostaliśmy pełne rzeczy, które miały się nam przydać…

…ale niestety się nie przydały. Więc czas odświeżyć wszystkie kąty, spakować sentymenty i zrobić miejsce na…resztę naszego życia 😉

Dam znać jak mi poszło…

 

 

Reklamy

Obietnicy należy dotrzymać…

…Szczególnie tej, którą dało się dziecku…

A ja kilka dni temu dałam Starszej obietnicę, że zrobimy LORNETKĘ…

Dlaczego? Otóż w jednej z porannych bajek pokazano, jak zrobić lornetkę z rolek po papierze toaletowym…no i Starsza podchwyciła temat… i nie dawała mi spokoju…

Najpierw wykręcałam się tym, że rolek nie mamy (czyli, że papier musi się skończyć), ale gdy się takie dwie rolki zachowały, nie miałam już wyjścia…

I nie byłoby wcale problemu z tą lornetką, gdyby nie fakt, że ona miała być malowana farbami…a tych już mi się po prostu NIE CHCE wyciągać… zwyczajnie, z lenistwa 😉 Ponieważ Starsza ma niespełna cztery lata, to niezbyt rozsądne jest dawać Jej farby bez kontroli, a to oznacza, że trzeba malować z Nią… na szczęście zawsze jest aparat…więc można połączyć przyjemne z pożytecznym 😉

I tak oto możecie zobaczyć jak wyglądało malowanie rolek 🙂

2014-01-15

Starsza bawiła się znakomicie, a to najważniejsze… rolki zostały odłożone do wyschnięcia… lornetkę skończymy jutro…

A ja czekam z niecierpliwością na paczki… gdyż korzystając z chorobowego Starszej, mogłybyśmy zabrać się za kartki na Dzień Babci i Dzień Dziadka… a jest ich do zrobienia dość sporo… bo aż sześć…i pomyśleć, że ja miałam zaledwie dwóch Dziadków….

Szczęśliwe te moje Dzieciaki 🙂

Ciąg dalszy chorowania…

Nie ma to jak sobie coś postanowić…. jakoś zawsze tak mam, że się wszystko sprzysięga przeciwko mnie… ehhh….

Nie dość, że ja nadal siebie za zdrową nie mogę uznać, to do tego dochodzi choroba mojej Córci… Kolejny raz zaliczyła dziś wizytę u laryngologa i wróciła z radosną nowiną o zapaleniu ucha :/

Ale to nic… choć oznacza dla mnie dalszy areszt domowy, poszalałam z zakupami w internecie i niebawem, mam nadzieję, pochwalę się tym, co zakupiłam… i co pomoże mi ożywić moją codzienność, a przy okazji bloga 😉

No to pięknie zaczynam….chora

Nie wiem dlaczego tak się dzieje, że jak już sobie człowiek coś postanowi, to musi się stać coś co skutecznie mu to utrudni…

Moje ambitne plany muszą niestety poczekać, gdyż jestem chora…i z każdą godziną czuję się coraz gorzej… Więc zamiast spędzić dziś aktywny wieczór z Koleżankami z liceum…spędzę go w łóżku z książką, a jutro idę do lekarza 😦

Ma m tylko nadzieję, że jutro będę się czuła na tyle dobrze, żeby popracować nad wyglądem bloga…

Zabić lenia w sobie

Tak brzmiał roboczo tytuł tego bloga… Bloga, który ma na celu pomóc mi zmienić swoje życie na ciekawsze 🙂

A dlaczego?

Gdyż jestem od pół roku na urlopie macierzyńskim, mam dużo czasu, a mimo to robię zdecydowanie mniej, niż bym mogła. Zasłaniam się opieką nad Dziećmi…a tymczasem Starsza chodzi do przedszkola, a w domu wszystko chce już robić SAMA, a Młodszy nie wymaga AŻ TYLE uwagi, żeby nie móc zrobić czegoś dla siebie lub dla domu ….Młodszy pozwala też na rozwijanie umiejętności fotograficznych, a ciągle stoję z tym w miejscu… Młodszy musi być dotleniany, więc mam wspaniały powód do ciekawych spacerów… Młodszy jest do tego bardzo grzecznym szkrabem, który naprawdę potrafi się zająć tym co Mu podsunę. Tak więc mam naprawdę dużo czasu….

Ale mam pewien problem – LENISTWO…

To ono powoduje, że po wykonaniu codziennych rutynowych czynności, niezbędnych do utrzymania higieny i czystości; po nakarmieniu siebie i wszystkich domowników, spędzam bardzo dużo czasu na….niczym…. Dużo siedzę przy komputerze, czasem sobie śpię, czasem zagapię się w telewizor….a tymczasem….

– w szafach ciuchy krzyczą o porządek,

– waga krzyczy, że jest mnie za dużo,

– mieszkanie krzyczy, że chciałoby być ładniej urządzone,

– aparat krzyczy, że się marnuje na półce,

– komputer krzyczy, że czas by uporządkować w nim setki plików,

– książki kucharskie krzyczą, że są nie używane,

– a ja czuję, że wszystko jest nie tak jak bym chciała….

Tak więc dziś powiedziałam sobie DOŚĆ!!!

Czas zmienić coś w swoim życiu…. czas zabić lenia w sobie…

Dlatego zakładam tego bloga i mam nadzieję, że niebawem będę miała do opisania aż nadmiar rzeczy jakie aktywna mama może robić, siedząc w domu 🙂